wtorek, 30 grudnia 2014
Rozdział 4
Co ja teraz czuję? Nie umiem tego określić. Jednocześnie jestem zła na rodziców, ale i śmieję się z Harry’ego. Chyba cieszę się, że go poznałam, chociaż raczej powinnam drżeć ze strachu na samą myśl o tym, że będę spać pod jednym dachem z zupełnie obcą osobą. Ale przy nim jakoś tego nie czuję. Przeciwnie. Wiem, że mogę być spokojna. Nie wiem czemu, ale czuję się jakbym go znała od dawna, tak dobrze mi się z nim rozmawia, co jest dziwne bo nigdy jeszcze dobre poznanie się z kimś nie zajęło mi mniej niż kilka dni. A teraz? Znam Harry’ego zaledwie od 2 godzin a już czuję się z nim pewnie. Może to dobry znak. Może to właśnie znaczy, że to będą dobre 2 miesiące i może wreszcie znajdę prawdziwego przyjaciela, może nawet w Harrym. Ale lepiej nie zapeszać.
Zaprowadziłam chłopaka na górę. Stwierdziłam, że lepiej jak będzie spał w moim pokoju, ponieważ mam większe i wygodniejsze łóżko, a to w końcu gość. W dodatku kolory mojego pokoju czyli w większości brązy i beże bardziej będą odpowiadały facetowi niż fiolet i róż u mamy. Zabrałam swoje rzeczy z szafki nocnej i zaniosłam do pokoju mamy, w którym teraz ja będę spała. Stwierdziłam, że rzeczy z biurka zabiorę później, a książki na półkach zostawię, może Harry’ego coś zaciekawi. Nie mam pojęcia czy lubi czytać, ale nawet jeśli nie, może z nudów po coś sięgnie.
Zaprowadziłam chłopala na górę pokazując mu wszystkie pokoje.
-Okej, więc tutaj będziesz spał- powiedziałam do chłopaka otwierając drzwi od pokoju- tam jest garderoba -wskazałam dalej ręką na korytarz- możesz iść ułożyć tam swoje rzeczy, wieszaki po prawej stronie są twoje, mama pewnie wszystko zabrała, więc masz dużo miejsca, a tam jest łazienka. Zaraz pójdę zwolnić ci kilka półek.
-Czekaj! – chłopak złapał mnie za nadgarstek śmiejąc się – Nie musisz tego robić, jestem facetem, nie zabrałem ze sobą salonu kosmetycznego.
-No tak- odpowiedziałam również się śmiejąc. – W takim razie ty idź się rozpakuj, a ja pójdę zrobić coś na kolację.
-Okej, zaraz przyjdę ci pomóc – krzyknął chłopak kiedy ja już schodziłam na dół.
Co ja mam ugotować? Nie wiem co on lubi, ani czego nie je. Hmm. Spaghetti chyba każdy lubi, a w dodatku to moje popisowe danie. A co tam. Raz się żyje. Może akurat mu zasmakuje. Wyjęłam z szafek potrzebne składniki i wzięłam się za gotowanie. Po jakichś 5 minutach w kuchni pojawił się uśmiechnięty chłopak.
-No to jak? Co gotujemy?- zapytał
-Ja gotuję, ty idź do salonu, pooglądaj telewizję, czy coś- odpowiedziałam
-Chyba żartujesz, pomogę ci. Nie będę siedział bezczynnie, kiedy ty będziesz dla mnie gotować. No to co mam robić?- zapytał śmiejąc się.
- No dobrze, jak już tak bardzo chcesz to nakryj do stołu. Tu masz talerze, tam sztućce, a tam serwetki-odpowiadałam pokazując odpowiednie szafki.
-Już się robi- chłopak zaczął wyjmować naczynia –Zaraz, a gdzie jest stół? – Harry zaczął się rozglądać po dość dużej kuchni.
-Hahaha- Zaśmiałam się z niego- w jadalni- powiedziałam. – Musisz wyjść z kuchni i skręcić w lewo. Pierwsze drzwi to łazienka, a dalej jest taka duża wnęka, tam jest jadalnia.
-Okej, załapałem- uśmiechnął się i wyszedł z pomieszczenia.
***
-Gotowe! – krzyknęłam – Harry, skończyłeś już?
-Tak, już, zaraz do ciebie przyjdę- odpowiedział mi niski głos gdzieś z głębi domu.
-Jestem –powiedział szczerząc się do mnie.
-A ty co się tak śmiejesz, co?- zapytałam też się uśmiechając
-Zobaczysz. Daj mi to- wziął ode mnie wazę z sosem- idź myć ręce, a ja nałożę wszystko –powiedział z tajemniczym uśmiechem na twarzy Harry.
-Doobra – powiedziałam wolno, patrząc się na niego podejrzliwym wzrokiem- Co ty kombinujesz?
-Ja? Nic. Po prostu chcę ci pomóc i nałożyć danie, co w tym dziwnego? – Zapytał udając zdziwienie
- I tak wiem, że coś knujesz – powiedziałam i wyszłam z kuchni udając się do łazienki.
Poprawiłam jeszcze włosy i delikatnie makijaż, dobrze, mogę wychodzić. Udałam się szybkim krokiem schodami na dół. Weszłam do jadalni i…….zatkało mnie.
-Ooo matko – ledwie zdołałam wykrztusić z siebie zdziwiona.
-Może być? – zapytał stojący przy oknie Harry.
-Może? Jest przepięknie. – Na stole leżały liście jesienne, kolorowe, ozdobione brokatem, wokół na parapetach stały pomarańczowe i brązowe świece a pomiędzy nimi leżały kasztany, które były też na stole.
-Skąd ty to wszystko wziąłeś? – spytałam zdziwiona.
-Przywiozłem ze sobą kilka rzeczy do dekoracji na wyjątkowe okazje, twój tata mówił, że lubisz nastrojowe kolacje.
- To prawda, uwielbiam. A co to za okazję dziś mamy? – zapytałam
-Pierwszy nasz wspólny posiłek. Jeśli mamy razem mieszkać dobrze byłoby stworzyć miłą atmosferę. A to na dobry początek.
-Jest przepięknie. Masz świetny gust.- powiedziałam uśmiechając się do chłopaka.
Harry podszedł i odsunął mi krzesło, zasiedliśmy do posiłku.
-Mmmm, To było przepyszne – powiedział Harry odkładając widelec na talerz.
-Cieszę się, że ci smakowało. Nie wiedziałam do końca co ugotować, w końcu nie mam pojęcia co lubisz – powiedziałam – ale pokierowałam się intuicją.
-W takim razie musisz się nią częściej kierować, to moje ulubione danie.- powiedział wstając od stołu Harry.- Pójdę pozmywać. I ani mi się waż protestować. Ty gotowałaś, ja zmywam.
Czy to chłopak-marzenie? Sam oferuje zmywanie, nakrywa do stołu, ciekawe czym jeszcze mnie zaskoczy.-Pomyślałam uradowana.
-Okej, tego akurat robić nie lubię.- odpowiedziałam z uśmiechem. – Co powiesz na krótki spacer? Lubię się czasem przejść po kolacji, jak jest już ciemno.- zapytałam?
-Bardzo chętnie, też lubię spacery nocą – odpowiedział chłopak.
-No to ja idę się przebrać.
-A ja zmywać- dodał chłopak
-Powodzenia – krzyknęłam wchodząc schodami na górę.
Weszłam do garderoby, tak jak myślałam mama zabrała ze sobą wszystkie rzeczy, więc nie będzie problemu żeby pomieścić ubrania Harry’ego. Stanęłam na środku przed całą ścianą ubrań i zaczęłam rozmyślać co by tu wybrać. Jesinią jest dosyć chłodno wieczorami, więc najlepiej jak wezmę coś ciepłego. Wybrałam ciemne jeansy i beżowy szeroki sweter. Wzięłam jeszcze parę butów za kostkę na płaskiej podeszwie, bo nie zbyt lubię chodzić na obcasach po ciemku i szalik w kolorze butów. Weszłam jeszcze na chwilę do sypialni Harry’ego bo tam nadal stała moja toaletka i delikatnie poprawiłam makijaż. Okej, mogę schodzić.
Harry czekał już w salonie i czytał jakąś gazetę.
-O, już jesteś. Nareszcie. Nie mam pojęcia jak wy to robicie, że tyle czasu spędzacie na staniu przed szafą.- powiedział.
-Aż tak długo mi zeszło? – spytałam
-Około pół godziny. –powiedział uśmiechając się.
-No cóż, tak to z nami bywa. To może lepiej już chodźmy, żeby wrócić przed północą.- powiedziałam
Harry podał mi płaszcz i założył niczym gentleman. Wyszliśmy z domu i udaliśmy się do parku.
Spacerowaliśmy uliczkami pośród drzew. Były słabo oświetlone co dodawało temu miejscu uroku.
-Pięknie tu prawda? – zapytałam
-Tak, uwielbiam tę porę roku, więc mogę spacerować ile tylko zechcesz. –odpowiedział Harry
-To miło, że nie spieszy ci się do komputera. Większość chłopaków jakich znam w twoim wieku narzekałaby teraz tylko, że błąkamy się bez celu po dworze.
- No to dobrze się dobraliśmy, bo ja mogę spacerować całą noc. – powiedział uśmiechając się do mnie.
-Mój były kiedyś zaprosił mnie za spacer wieczorem i po pół godzinie zostawił mnie na środku parku bo przypomniał sobie, że zaczyna się jego mecz.
-Co za idiota! – skwitował Harry – Zero klasy, jak można zostawić dziewczynę dla meczu i to na środku ciemnego lasu?
- No tak, ale rozstaliśmy się jakiś czas temu, nie mogłam już tego znieść.- powiedziałam
- Nie dziwię ci się. Jakbym go tylko spotkał dostałby w twarz. Jak mógł stracić taką dziewczynę?- powiedział.
- Zwariowałeś? Pobiłbyś kogoś za to, że jest idiotą?
-Może delikatnie uświadomiłbym mu co stracił- powiedział Harry pokazując swoje białe zęby w uśmiechu.
-No co ty, nie żartuj. – powiedziałam
- Nie żartuję. Jeśli stracił taką dziewczynę jak ty, zapewne reprezentuje niski poziom. – Harry zatrzymał się i spojrzał mi w oczy.
- Yyy, może już wracajmy, robi się późno- powiedziałam odwracając wzrok.
NIE. Nie mogę się w nim zakochać. Znam go tylko kilka godzin a działa na mnie niesamowicie. Te cudowne oczy. Och, mam nadzieję, że szybko mi przejdzie. To tylko chwilowe.
Wróciliśmy do domu, obejrzeliśmy jeszcze przez chwilę telewizję a potem każde z nas poszło do swojej sypialni. To był niesamowity dzień. Tyle się wydarzyło. Mogę powiedzieć, że moje życie odwróciło się o 180 stopni. Jeszcze przed spotkaniem z tatą byłam przygnębiona przez Vicc i mojego byłego, a teraz? Czuję, że wracają mi siły. To chyba przez Harry’ego. Jest bardzo ciekawą osobą i cieszę się, że go poznałam. Czuję, że to będzie niesamowita znajomość.
__________________________________________________
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Zachęcam do komentowania, bo jak wiecie każdy komentarz to olbrzymia motywacja do dalszego pisania.
Do następnego <3
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
zainteresowało mnie to opowiadanie! :) super
OdpowiedzUsuń